[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Boże, ale ten człowiek potrafi pieprzyć!Albricht potrząsnął głową.- Nie sądzę, żeby wspomniał o miliardach dolarów, które skradł podatnikom tylko po to, aby utrzymywać te bezużyteczne bazy wojskowe w swoim stanie, co?Chris uśmiechnął się udając, że szuka czegoś w dokumentach.- Nie, nic podobnego nie rzuciło mi się w oczy.Zaległa chwila ciszy.Zazwyczaj to Chris pełnił rolę przywódcy tych krótkich sesji odbywających się trzy razy dziennie, ale w obecnych okolicznościach czuł, że senator powinien przejąć inicjatywę.W końcu Clayton westchnął głęboko.- Czy ktoś z naszych zwolenników przestał nam pomagać?Doskonale znał odpowiedź, więc Chris potwierdził ją jedynie spojrzeniem.Albricht rozumiał, że w miarę wzrastania tego obłędu jego koledzy zaczną się od niego odsuwać.Już czuł, że tak się dzieje.Prasa, radio i telewizja odmalowały go w najgorszym świetle, jako zdeprawowanego przestępcę, i choćby ze wszystkich sił przemawiał ludziom do rozsądku, przeważająca część społeczeństwa wierzyła w to, co mówiły media.Niektóre zbrodnie - czy nawet same podejrzenia - były po prostu niewybaczalne dla przeciętnego Amerykanina, a żaden szanujący się i rozsądny polityk nie dałby swoim wrogom pożywki, jaką było obcowanie nawet na odległość piętnastu metrów z człowiekiem, który pieprzył małych chłopców.Im bardziej Clayton proklamował swą niewinność, tym bardziej wyglądało, jakby się bronił, a przecież wszyscy wiedzą, że bronią się tylko winni.Dobry Boże, Frankel naprawdę był niezły.Abstrahując od tego, jak udało mu się to wszystko zorganizować, zrobił kawał dobrej roboty.Oczywiście dla siebie.Na szczęście sama retoryka nie wyrządzała już szkody - co udowadniała codziennie ta kupa gówna, czyli obecny właściciel Białego Domu.Chodziło jedynie o długość macek tej historii.Prezydent i jego przyjaciele czerpali dla siebie korzyść, stając na czele preferowanej przez media strony.Ale kiedy media się znudzą, opinia publiczna zapomni.Niewątpliwie w czasie wyborów jego przyszli oponenci wywloką sprawę z powrotem na światło dzienne, ale do tego czasu emocje głosujących zdążą już zblednąć.Mimo to Clayton nie potrafił sobie wyobrazić pięciu kolejnych lat, w ciągu których ten temat będzie nieustannie powracał.- Chcę głowy Frankela - oświadczył.Chris wygiął brwi w wysoki łuk.- Chce pan powiedzieć, że w dalszym ciągu zamierza pan występować przeciwko jego kandydaturze na szefa?Senator spojrzał gniewnie i wypuścił powietrze ustami.- Pieprzę to jego szefostwo.Gówno mnie to obchodzi.Powieszę tego skurwysyna razem z tym jego dyrektorskim stołkiem.Im wyżej wlezie, tym bardziej tłusta będzie plama, kiedy spadnie na dupę.Chris stłumił śmiech.Barwna wyobraźnia jego szefa była jednym z atrybutów, który czynił tego najpopularniejszego polityka w Illinois najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Waszyngtonie.- Czyżbym właśnie słyszał tu o jakimś planie, czy raczej to tylko marzenia?Clayton pochylił się i oparł łokcie o lustrzane, mahoniowe biurko.- Ten skurwysyn złamał, do cholery, prawo, żeby skrzywdzić mnie i moją rodzinę.Po raz drugi, powinienem dodać.Chcę znaleźć sposób, żeby go udupić, Chris.A kiedy dopnę swego, rozrzucę ochłapy jego ścierwa na oczach całego świata!Chris zmrużył oczy.- Co pan sugeruje?Ton jego głosu zdumiał Albrichta.- Nie patrz tak na mnie.Nie sugeruję niczego nielegalnego.No, w każdym razie nie tak nielegalnego jak to, co próbował zrobić ze mną.MacDonald milczał.Poruszył się na fotelu, zamykając skórzaną aktówkę.- Senatorze - odezwał się ostrożnie - wiem, jak ta sprawa pana deprymuje, ale musi pan pamiętać, z kim mamy do czynienia.To nie jest zwykły rywal polityczny.To szef pieprzonego FBI.I ma pełne poparcie prezydenta Stanów Zjednoczonych.To pan występuje tutaj z pozycji Winowajcy.Jeśli zauważą, że próbuje się pan wykręcić z pułapki, którą tak skrupulatnie zastawili, oskarżą pana o poważne przestępstwo.Ten kraj uwielbia Frankela, a Amerykanie uwierzą, że trawa jest różowa, jeśli prezydent tak oświadczy.- A wszyscy poza Środkowym Zachodem uważają, że jestem Adolfem Hitlerem - zakończył Albricht.Chris wzruszył ramionami.- A czy pan naprawdę chce pozabijać te wszystkie dzieci i starców ze swego otoczenia?- Nie zaczynaj ze mną! - Clayton pogroził mu palcem, uśmiechając się kwaśno, lecz szczerze.- A zatem, co sugerujesz, Chris? Po prostu usiąść i czekać?MacDonald wzruszył ramionami.- No, cóż.tak.Z politycznego punktu widzenia myślę, że to najlepsze rozwiązanie.Jeśli pan pozwoli, to Frankel dostanie swój ważny fotel i z czasem cała sprawa umrze śmiercią naturalną.Za pięć lat, jeśli w ogóle zechce się pan bawić w to niewdzięczne pieprzone zajęcie, szansę będą wciąż takie same.Albricht odchylił się w tył i odwrócił na fotelu, aby spojrzeć na gmach Kongresu.Przez jakiś czas rozważał radę szefa personelu, po czym powoli obrócił się i spojrzał mu prosto w oczy.- Do diabła z polityczną ostrożnością.Ostatnim razem pozwoliłem Frankelowi robić to, co chciał.Postanowiłem być pragmatyczny.I co? Ten karaluch powrócił i znów mnie kąsa.Tym razem to już sprawa osobista, Chris.MacDonald pokręcił głową i zamknął oczy.- Nie zrobię tego, senatorze, i postępuje pan niewłaściwie, prosząc mnie o to.Janie.- Na miłość boską, Chris, odpręż się.Nie sugeruję, żeby ktokolwiek łamał prawo, rozumiesz? Nawet nie chcę, żeby je naginać.Chcę tylko, żeby nasi ludzie popracowali nad Frankelem.W idealnym świecie zgromadziłbym na niego tonę gówna i załatwił go na dobre podczas przesłuchania ze świadkami, ale teraz to się nie uda.C'est la vie.Frankel ma jednak wielu wrogów w całym kraju i chcę, żebyś poznał ich wszystkich.- Pod jakimi auspicjami? Albricht wzruszył ramionami.- Nieważne.Niech to będzie nieoficjalne.Po prostu znajdź ludzi, którzy go nienawidzą, i sporządź jak najwięcej notatek.Prędzej czy później będziemy mieli dosyć materiałów, żeby go zdusić.MacDonald ponownie otworzył aktówkę i zapisał kilka uwag.- A co z pieniędzmi na ten cel? - zapytał podnosząc wzrok.Gniewne spojrzenie mówiło: Daj mi spokój.- Rozumiem.- Chris wstał.- A media? Albricht zmarszczył brwi.- Powiedz Julie, żeby dobrze ich karmiła.Otrzymawszy jasne rozkazy, Chris MacDonald wyszedł z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.Zapadła cisza.Senator okręcił się wraz z fotelem, aby spojrzeć na ulubiony widok.Wątpliwości Chrisa były uzasadnione, a Clayton martwił się dalszym ciągiem zemsty Frankela.Niepokoiły go zdjęcia, o których napomknął Wiggins podczas rozmowy telefonicznej - Bóg jeden wiedział, co to za obrzydliwości.Gra toczyła się o bardzo wysoką stawkę.Prawdę mówiąc, Clayton przestał dbać o swoją przyszłość w senacie - i tak do tej pory nieźle mu szło - ale chodziło mu o to, jak historycy przedstawią tę sprawę.Clayton Albricht oparł swoją karierę na moralności klasy średniej i to go wiele kosztowało.Podczas gdy jego koledzy kłamali bez zastanowienia, on chełpił się umiejętnością przedkładania mądrości ponad rynsztok politycznego krętactwa.Teraz, kiedy stał nad przepaścią - kolejny bohater gotowy runąć w dół - niewinność i uczciwość w grze stały się jego największymi słabościami, podczas gdy opozycja rosła w siłę dzięki kampanii nieustannego oszustwa
[ Pobierz całość w formacie PDF ]