[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tak si� g�dzie pieS� Pana u ka�dego nurtu.Po dniu wielce s�o-necznym skoczniów murawianych bezliki bior� strumienia nuty na tysi�cog�osowy chora� swo-ich nami�tnoSci po nocach ut�sknienia.Czyni si� wtedy muzyka zakl�ta: mru�� si� - bacz, graj�!- gwiazdy na wy�y.Rwiat ca�y za organy staje, na których wygrywa si� g�dxba t�sknoty niebie-skiej - pod te chóry na ni�y jak pod wielki spazm nami�tnoSci ziemskich.Dmie Panek w dwoiste fletnie obie nuty �ycia i wi��e, wieczyScie sprzeczne, w swoich uro-ków harmonie.Kiedy niekiedy zawtórzy mu z oddali Arcypoeta sam w �aków chórze:Factus de materiacinis elementi,similis sum folio:de quo ludunt venti.I ten chora�u spazm:nunquam permanenti!.Idzie mnich na w�drowanie dalekie za morze, ku Ziemi Rwi�tej.Nie z dobrawoli pielgrzymibrat i nie za pobo�nych mySli przewodem.Wiod� go w Swiaty, ni te topielice w wody wiel-kie, one dwie: Sintgunt, w�drownica goSci�ców, i jej towarzysza Saga, wiele wiedz�ca opo-wiadaczka.Gdy ryba�tów tabor w mg�awej poSwiacie dotar� nad urw� goSci�ca, w ��ku mi�dzy boramii zak��bieniem mar czyS�cowych (zda�o si� mnichowi) zaroi� si� tam, w górze - ksi�yc nieopiera� si� o prze��cz, nie zamyka� przepaSci, lecz umniejszony kszta�tem i jaSniejszy barw�,p�yn�� jak w chmurze w mglistej otoczy.W czym ledwie si� rozejrzawszy, daremnie mnich powieki przeciera�: ju� i Sladu nawet nieby�o po wagantach.Pochód ich ca�y run�� snadx na tamt� stron�: w przepaS� Swiata i czasów - w�aSnie jak tenstr�cony chór cz�owiecze�stwa!.Na mlecznej omgle wokó� ksi�yca rysowa�a si� tylko cieniem rogata g�owa z piszcza�k� uwargi.I cho� tak wyogromnia�a kszta�tem, olbrzymieje wci�� jeszcze, rozwiewa si� na wid-nokr�g ca�y - wsi�ka, rzekniesz, w Empireum samo.PrzedSwit to mo�e rozsnuwa� tak go�ce ob�oków wokó� póxnego ksi�yca.Na dalekim goSci�cu doganiaj� ju� oto mnicha pierwsze g�osy Switania z murów grodzkich.Pieje kur klasztorny jak co dnia przed Switem, odzywaj� mu si� ze wszystkich stron miasta teg�osy powszednie.Tam, w klasztorze, na d�ugo przed jutrzni� zrywaj� si� w tej chwili braciafranciszkanie, wszyscy zatrzepotani w ocknieniu radosnym, jak to Bo�e ptactwo czujnoSci.Ka�dym serca uderzeniem wraca� mnich do klasztoru: przepaS� dusz tu�aczych ujrza� na wid-nokr�gu grodzkim.Dobry Pasterz podj�� na rozdro�u owc� zb��kan�, na bary j� wzi�� i odnosi przeorowi - w stro-n� grodu o Swicie id�cy.WSród tych opa�ów i perlistoSci cichego zaranka.Oto mury miasta otrz�saj� ju� z siebie tuman nocy: do�em zatulone w bielej�ce opary, powie�ach i blankach ociekaj� ju� roSni� czerwieni�.Gdy uroki t�sknot ksi�ycowych zalega�y99jeszcze nad duszami pierwsze g�osy Switu obwo�uj� zaprza�com radosn� czujnoS� dnia po-wszedniego - ju� oto kury wtóre piej� najwyraxniej: Christus natus est!.* * *Gdy u furty klasztornej ima� si� brat krzy�a ko�atki, st�a�a mu r�ka.,,Szkatu�a twoja kwe-starska - gdzie?! I w czyich r�kach?.A za co oddana?K�od� zwis�o rami�, odpad�e od krzy�a.A i próg furty, gdy do� czo�em przy leg�, odpychaprecz: Po coS tu si� zwlók�, mnichu? Rozw�óczy� chuci po klasztorze? Zam�ci� te Swi�te ciszewzi�tym w siebie zgie�kiem kobiecego ducha? On duch i najsurowsze mury samotnoSci po-kruszy� zdo�a.Idx, idx, przekl�ty, z mySl� o kobiecie w Swiata zgie�k! Za �onglerami Spiewajna kobiet czeS�! za skoczkami po rynkach skacz! za goliardem KoScio�owi blux�! Oddaj ha-bit, oddaj sznur!.Rozpaczliwym zaciskiem ramion przygarnia mnich do piersi habit, sznur i ró�aniec.I odst�-piwszy od furty, j�� si� b��ka� ko�o muru, d�oni� po nim wci�� wodz�c.Tak sczezn��, powia-daj�, mnich niejeden wyp�dzony z klasztoru, cho� go mi�osierdzie braci podkarmia�o u furtyz misy wystawianej dla psów zb��kanych.Wreszcie powali� si� na kl�czki gdzieS u w�g�a na zakr�cie muru.Tu bywa� kres jego w�drówek codziennych: tu przychodzi� co ranka, zdobi� kwiatami pod-nó�e Tej oto, któr� pobo�noS� braci wystawi�a w kamieniu, by strzeg�a od z�ego granicy klasz-tornej.Oto kwiaty na po�y ju� zwi�d�e, które wczoraj o Swicie wychodz�c, na kwest� z�o�y�by�o u Jej stóp
[ Pobierz całość w formacie PDF ]